Przeczytasz w mniej niż minutę!

(tekst zaczerpnięto ze strony WMM w Polańczyku: http://wmm.org.pl/wrozbiarstwo/)

8Bóg surowo zabrania praktyk wróżbiarskich. W Księdze Powtórzonego Prawa Bóg mówi do Izraelitów: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary…” (17,10).

Zakaz ten nadal obowiązuje. Praktyki wróżbiarskie są grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu, który brzmi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną!” Dlaczego jest to grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu? Dlatego, że przez wróżbiarstwo człowiek zwraca się – świadomie czy nieświadomie – ku złemu duchowi, który chce stać się naszym bogiem.

Zły duch kusi nas posiadaniem tajemnej wiedzy, poznaniem tego, co przed nami jest ukryte, lub co ma się stać w przyszłości. Szatan nie dla naszego dobra kusi nas tego rodzaju wiedzą. Chodzi mu o to, aby nami pokierować i oderwać nas od Boga, stać się naszym bogiem. Wróżbiarstwo jest zwróceniem się ku bogu fałszywemu.

Wróżbiarstwo jest wysoce niebezpieczne, ponieważ przez nie człowiek dostaje się pod wpływ złego ducha, który może doprowadzić do zniewolenia czy nawet opętania.

Skąd wróżbita zna rzeczy ukryte?

  • Rzeczy te daje mu poznać zły duch.

  • Trzeba to mocno podkreślić: ani karty, ani gwiazdy, ani wahadełka nic nie wiedzą o świecie, ani tym bardziej nie mogą niczego przewidzieć.

  • Wiedza wróżbity pochodzi od istot rozumnych, potężniejszych od człowieka, które mają wiedzę przewyższającą wiedzę ludzką.

  • Wróżbita poddaje się działaniu złego ducha.

W Dziejach Apostolskich (16,16-18) mowa jest o pewnej wróżbiarce, która przeszkadzała św. Pawłowi w głoszeniu Ewangelii w Filipii. Św. Łukasz nazwał ją „opętaną przez ducha, który wróżył” (Dz. 16,16). Człowiek, który zasięga rady u wróżbity, tak naprawdę zasięga rady u złego ducha, swojego największego nieprzyjaciela.

Czy trudno zrozumieć, dlaczego Bóg tak surowo potępia wróżbiarstwo? Chce nas uchronić przed wielkim złem.

Wróżbiarstwo jest bardzo niebezpieczne także z punktu widzenia psychologicznego: przepowiednie wróżbity mogą zasugerować człowiekowi, że czekają go lub jego bliskich jakieś nieszczęścia, i w ten sposób zasieją w nim lęk, będzie się lękał pewnych sytuacji, pewnych osób, czy w ogóle przyszłości. Znam takie przypadki.

Oto przykład:

Wróżka zażądała od pewnej kobiety dużej sumy pieniędzy ostrzegając, że jeżeli nie da, nie odpędzi z domu ducha śmierci i w konsekwencji w ciągu trzech tygodni umrze jej mąż. Kobieta tych pieniędzy nie dała. Mąż umarł po trzech latach – nie będąc jeszcze starym człowiekiem – a kobietę męczyły wyrzuty sumienia, że to właśnie przez nią mąż umarł.

Trzeba dodać, że duch zły może tak wpłynąć na człowieka, który mu się poddaje, na koleje jego życia, że jego przepowiednia mniej lub więcej się sprawdza.

(tekst zaczerpnięto ze strony WMM w Polańczyku: http://wmm.org.pl/bioenergoterapia/)

1Co to jest bioenergoterapia? Jest to jakoby leczenie, które polega na przekazywaniu choremu przez bioenergoterapeutę bioenergii. Z kolei zapytajmy się, co to jest bioenergia. Otóż medycyna współczesna nie zna czegoś takiego, nie potrafi tej energii ani zmierzyć, ani przechowywać, ani przekazywać.

Radiesteci polscy zebrani na pierwszym Sympozjum Stowarzyszenia Radiestetów w Warszawie w 1981 r. określili bioenergię, jako coś, co:

  • „Posiada własną inteligencję przewyższającą inteligencję człowieka, posiada psychiczne i genetyczne cechy charakteru człowieka, od którego pochodzi”;
  • „Przechodzi przez wszystkie przeszkody, jak mury, ekrany, specjalne kabiny itp., odległość nie odgrywa dla niej żadnej roli”
  • „Jej cechą charakterystyczną jest integracja wszechobecnego systemu wartości i sił metafizycznych wszechświata”.

A zatem, bioenergia nie jest, jakby wynikało z nazwy, jakąś siłą biologiczną, lecz osobą posiadającą inteligencję przewyższającą inteligencję człowieka:

  • Innymi słowy bioenergia to duch, to anioł;
  • Aniołowie mogą być dobrzy lub źli;
  • Jakiego ducha przekazuje bioenergoterapeuta pacjentowi?
  • To można poznać po owocach;
  • Niestety, owoce nie są dobre, o czym będziemy mówili później;

Na temat uzdrowień ojciec Posacki, jezuita, wybitny znawca problemu okultyzmu i parapsychologii pisze: „Energia ujawniona podczas ingerencji uzdrowiciela, szczególnie podczas gestu nałożenia rąk, której niekiedy przedwcześnie nadaje się nazwy, takie jak [bioenergia], [fluid] czy [energia kosmiczna] – może posiadać bardzo różne i niezależne od siebie przyczyny. Sam jej skutek uzdrowicielski nie mówi jeszcze nic o jej pochodzeniu.

  • Pierwszą przyczyną (całkowicie) niezależną może być energia Boska, siła łaski. Mówimy wówczas o charyzmacie uzdrowienia.
  • Drugą przyczyną manifestacji owej energii w ciele uzdrawianego próbuje określić hipoteza neutralnego czy autonomicznego obszaru sił natury, który ciągle jeszcze nieznany, zostaje poddany intensywnym badaniom na różnych poziomach. To hipoteza naturalistyczna. Zajmuje się nią dziedzina zwana parapsychologią czy psychotroniką, która z trudem poszukuje swego statusu, jako dyscypliny naukowej.
  • Trzecią przyczyną może być ingerencja sił demonicznych, o czym mówi hipoteza spirytystyczna. Ingerencja duchów może współistnieć z ewentualnymi siłami natury, którymi się mogą one nawet posłużyć”.

Uzdrowienia dokonywane przez bioenergoterapeutów są niebezpieczne z dwóch przyczyn:

  • Po pierwsze szkodzą życiu duchowemu człowieka, osłabiają jego kontakt z Bogiem;
  • Mogą go doprowadzić do zniewolenia przez złego ducha, które może się objawić w różnego rodzaju dręczeniach.

Pewien bioenergoterapeuta posługiwał się wahadełkiem, ale i bez wahadełka potrafił postawić właściwą diagnozę. Mówił, że widział w człowieku jego wewnętrzne organy, oczami prześwietlał jak rentgenem. Niestety wraz z praktyką uzdrawiania zerwał z praktykami religijnymi. Owszem, modlił się np. w lesie, ale nie przystępował do sakramentów św., ani nie uczestniczył we Mszy św. Uzdrawianie nie przynosiło mu również szczęścia, wewnętrznego pokoju. Zanim ostatecznie nawrócił się do Boga, trzykrotnie próbował samobójstwa.

Drugim niebezpiecznym skutkiem praktyk uzdrowicielskich o charakterze okultystycznym jest uzależnienie pacjenta od uzdrowiciela. Często tak bywa, że osoba uzdrowiona z jednej choroby wpada w drugą, albo poprawa w chorobie jest krótkotrwała i trzeba ciągle, nawet coraz częściej, powtarzać seanse uzdrowicielskie.

Jak odróżnić uzdrowienie Boże, uzdrowienie na zasadzie charyzmatu Ducha Świętego, od uzdrowienia, którego źródłem jest zły duch?

  • Uzdrowienie Boże łączy się z wewnętrznym pokojem, wzrostem wiary i miłości do Boga. Takie uzdrowienie jest trwałe.
  • Natomiast uzdrowienie spowodowane przez złego ducha jak już powiedzieliśmy – może wiązać się z niepokojem wewnętrznym, osłabieniem religijności itd.

Jest bardzo ważne, abyśmy wiedzieli, kim jest człowiek, którego prosimy o pomoc:

  • Czy jest katolikiem praktykującym;
  • Jeżeli powołuje się na swój charyzmat, czy ten charyzmat jest rozeznany przez przełożonych Kościoła,
  • Czy działa w ramach uznanej przez Kościół wspólnoty.

Na koniec przypomnę słowa Pana Jezusa: Powstaną, bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych (Mt 24,24).

(tekst zaczerpnięty ze strony WMM w Polańczyku: http://wmm.org.pl/wywolywanie-duchow-zabawa-czy-zagrozenie/)

1Z Biblii wiemy, że wywoływanie dusz osób zmarłych było praktykowane przez plemiona pogańskie zamieszkujące Kanaan – ziemię obiecaną Izraelowi. Według Biblii praktyki te są w oczach Bożych „obrzydliwością” i zostały przez Boga surowo zabronione. Posłuchajmy, co Bóg mówi przez Mojżesza do Izraelitów w Pwt 18,9-14:

Gdy wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest, bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój.

Warto podkreślić, że wywoływanie dusz osób zmarłych stało się jednym z powodów wyniszczenia plemion kananejskich. Niestety, praktyki te były bardzo pociągające również dla Izraelitów. Z historii pierwszego króla Izraela – Saula – zamieszczonej w Biblii dowiadujemy się, że jeszcze za jego czasów, około trzysta lat po zajęciu Kanaanu, działali pośród ludu wybranego wywoływacze duchów, zresztą sam Saul uległ temu grzechowi.

Dlaczego wywoływanie duchów (dusz) było i jest takie atrakcyjne?

Dlatego, że mogą one jakoby wyjawić rzeczy ukryte, a nawet przepowiedzieć rzeczy przyszłe. Niektórzy przy pomocy praktyk spirytystycznych, bo tak się nazywa wywoływanie duchów, pragną nawiązać kontakt ze swoimi bliskimi zmarłymi. Tego rodzaju spirytyzm stał się obecnie bardzo modny w Ameryce. Powstał tam tak zwany „Ruch Nadziei”, który oferuje osobom pogrążonym w żałobie po utracie swoich bliskich kontakt za pomocą osób-mediów. Urządzane są wielkie telewizyjne show, w czasie, których media odpowiadają na pytania kierowane do zmarłych przez obecnych na sali.

[ramka]Powszechnie sądzi się, że podczas praktyk spirytystycznych na wezwania odpowiadają dusze osób zmarłych, tymczasem jest inaczej, to złe duchy podszywają się pod wzywane dusze i odpowiadają w ich imieniu.

Przepowiednie złych duchów nie są prawdziwe, ponieważ nie znają one przyszłości, jeżeli zaś chodzi o teraźniejszość lub przeszłość nie są wiarygodne; mogą się pokrywać z prawdą, ale trzeba wziąć pod uwagę, że zły duch jest według Jezusa „ojcem kłamstwa”. [/ramka]

Zły duch może podawać błędne informacje, aby wprowadzić zamęt do duszy człowieka, niszczyć go lękiem i depresją, albo skłócić go z rodziną i przyjaciółmi. Wchodzenie w kontakt ze złym duchem poprzez spirytyzm jest bardzo niebezpieczne, ponieważ duch zły wezwany nabywa pewnych praw do danej osoby i może wpływać na nią, a nawet nią kierować w celu – oczywiście – zniszczenia. Ludzie niekiedy nie zdają sobie sprawy, że zło, jakiego doświadczają, weszło w ich życie poprzez wywoływanie duchów, przez spirytyzm stali się ofiarą złego ducha.

  • Co dobrego może wyniknąć z zawierzenia „ojcu kłamstwa”, a ponadto istocie, która umie tylko nienawidzić i jest potężna w działaniu;

  • Dlatego Bóg tak surowo zabrania „zwracania się do umarłych”, czyli praktyk spirytystycznych;

Szukanie informacji i rady u przeciwnika Boga i nieprzyjaciela człowieka obraża Boga, i dlatego jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, ale jest też dla człowieka niebezpieczną pułapką zastawianą przez złego ducha.

Wywoływanie duchów nie jest zabawą, jest bardzo niebezpieczną praktyką.

Katechizm Kościoła Katolickiego wypowiada się przeciwko spirytyzmowi w punkcie 2116: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływania się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość”.

Źródło: https://michalici.pl/artykul/zagrozenia-duchowe-2-astrologia

Astrologia jest praktyką wróżbiarską znaną już w starożytności. Jednak  mocno zakorzeniła się również w naszych czasach, w kulturze i zwyczajach społeczeństw. Astrologia jest zabobonem, ponieważ twierdzi, że życie i przeznaczenie człowieka uzależnione jest od wpływu gwiazd. Najważniejsze chwile naszego życia jak narodziny, ślub czy śmierć, są ponoć uwarunkowane od układu gwiazd, ich natury, budowy i pozycji. Trzeba pamiętać, że pozycję gwiazd ustalają astrolodzy na własną rękę, a jest to niezgodna z ich rzeczywistym położeniem, obserwowanym przez astronomów przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów.

Trzeba wyraźnie rozróżnić astrologię od astronomii. Astronomia jest nauką ścisłą i dlatego naukowcy - astronomowie traktują astrologię jako zabobon, świadczący o ignorancji jej wyznawców. Jest sprawą oczywistą, że gwiazdy i planety wywierają naturalny wpływ na ludzi, jak na przykład wybuchy na Słońcu, pory roku, pełnia księżyca. Ale absolutnie nie ma żadnych podstaw, aby twierdzić, że ten wpływ determinuje wolność człowieka i decyduje o jego życiu i śmierci. Naukowcy - astronomowie są zdania, że wiedza astrologów zatrzymała się na poziomie średniowiecza. Między innymi dlatego, że opierając się na danych z tamtego czasu, mówią oni o pięciu planetach, które mają wpływ na ludzi. W średniowieczu znano tylko pięć planet, nie znano natomiast takich jak: Uran, Neptun, Pluton, Chiron i przeszło 2000 małych planet znajdujących się między Marsem i Jowiszem. Ludziom średniowiecza, na skutek złudzenia optycznego, wydawało się, że planety i gwiazdy są położone blisko siebie. Kierując się swoją wyobraźnią zaczęli rozróżniać skupiska gwiazd, które swoją formą przypominały skorpiona, byka, barana itd., i przypisywali im wady i zalety danego zwierzęcia. W ten sposób powstały znaki zodiaku, które są niczym innym jak tylko wymysłem astrologów.

Z Biblii dowiadujemy się, że każdy człowiek został stworzony na obraz i Boże podobieństwo, co oznacza, że został obdarzony rozumem, wolnością oraz zdolnością do miłości. Twierdzenie astrologów, że to wpływ gwiazd determinuje człowieka w jego decyzjach, zachowaniu i wyznacza jego drogę życia, sprzeciwia się prawdzie o wolności człowieka, którą objawił nam  Bóg. Determinizm przepowiedni astrologicznych neguje w człowieku wolność, która jest fundamentem jego wielkości i godności. O przyszłości człowieka decydują w pełni jego wolne wybory, a nie niezależny od jego świadomości nieunikniony bieg wydarzeń, spowodowany przez wpływ planet i gwiazd.

Wybierając życie zgodne z nauką Chrystusa, człowiek idzie drogą prowadzącą do wiecznego szczęścia, jeżeli oddaje się w niewolę zła, idzie drogą prowadzącą do zguby wiecznej. Jeżeli astrologia przypisuje gwiazdom władzę stwarzania ludzkich charakterów oraz kreowania wydarzeń, to w ten sposób ubóstwia kosmiczne siły, a także neguje Bożą Opatrzność, czyli nieustanną, czułą opiekę kochającego, osobowego Boga.

Bóg przestrzegał Naród Wybrany przed przypisywaniem gwiazdom boskiej władzy nad ludzkim życiem. "Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył, bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem" (Pwt 4,19).

W świetle tajemnicy Wcielenia i nauki Chrystusa widać cały bezsens astrologicznych zabobonów. Jezus Chrystus objawił nam, że każdy człowiek ma nieskończoną godność i wartość, że jest rzeczywiście wolny i absolutnie nie ma żadnego przeznaczenia zapisanego w gwiazdach. Św. Paweł pisze: "Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. W Nim bowiem mieszka cala Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała" (Kol 2,8-9).

Kościół, ostrzega nas przed niebezpieczeństwem astrologii, przed korzystaniem z rad wróżbiarzy i astrologów. Ponieważ w ten podstępny sposób działa Szatan. Jeśli osoba wierząca radzi się jasnowidza lub astrologa i wierzy w ich wróżby i rady, wtedy popełnia grzech ciężki.

Źródło: https://michalici.pl/artykul/zagrozenia-duchowe-3-horoskopy

Słowo „horoskop” to połączenie dwóch wyrazów greckich: „hora” ­– „czas” i „scopos” – „obserwator”. To przepowiednia sporządzona na podstawie konstelacji gwiazd w określonym momencie. Dotyczy ona znaczących wydarzeń w ludzkim życiu, ale także poznania charakteru i przeznaczenia człowieka. Opiera się w całości na astrologii, w której pod uwagę bierze się rzekome energie kosmiczne, mające wpływ na losy człowieka.

Zasady astrologii zostały określone przez Klaudiusza Ptolemeusza w II wieku po Chrystusie. Do dziś są uważane za pierwszy podręcznik astrologii. Mimo że zawiera on błędy dotyczące, m.in. budowy układu słonecznego, współcześni astrologowie nadal posługują się nim przy stawianiu horoskopów. Astrologii, która daje podwaliny wróżbiarstwu, nie należy mylić z astronomią. Obie dziedziny dotyczą podobnej tematyki, jednak tylko astronomia ma charakter naukowy. Horoskopy są pseudonaukowe. Wykorzystują bowiem teorie, które z naukowego punktu widzenia są sprzeczne lub niepotwierdzone przez żadne obiektywne badania.

Praktykowanie horoskopów jest wyrazem wiary w sprawstwo kosmosu, wszechświata, gwiazd i planet. Jest praktyką bałwochwalczą, sprzeciwiającą się biblijnemu nauczaniu Boga. W Księdze proroka Izajasza czytamy: „Niech się stawią, by cię ocalić owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się tobie przydarzyć. Oto będą jak źdźbła słomiane, ogień ich spali” (Iz 47, 13–14). Z kolei św. Paweł przestrzega: „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustem, opartą (…) na żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol 2, 8–9).

Horoskopy są jedną z form wróżenia, czyli zasięgania wiedzy, której człowiek sam z siebie nie jest w stanie zdobyć. Zwracanie się do horoskopów, czy to z ciekawości, czy dla zabawy, jest tak naprawdę zasięganiem opinii u złego ducha.

Ks. Andrzej Grefkowicz, egzorcysta archidiecezji warszawskiej, w tekście Przynęta na haczyku, pisał: „Usługi złego ducha nigdy nie są charytatywne i człowiek, wcześniej czy później, poniesie przykre konsekwencje korzystania z nich. Są przynętą na haczyku. Szatan zarzuca sieci na człowieka, stopniowo go zniewalając. Im dłużej z czegoś korzystam, zniewolenie jest mocniejsze (…). Ktoś powie, że czytanie horoskopów to rozrywka. Niestety – to kamuflaż. Taki człowiek tak naprawdę nie ma odwagi przyznać się, że to go ciągnie, ciekawi i nie potrafi już patrzeć w prawdzie na to, co jest pragnieniem jego serca”.

Źródło: https://michalici.pl/artykul/zagrozenia-duchowe-4-zabobony-i-przesady

Zabobony i przesądy... Cóż, nawet tym najrozsądniejszym zdarzyło się odpukiwać w niemalowane drewno czy łapać się za guzik na widok kominiarza. I choć wiemy, że to nie pomoże, to przecież nie zaszkodzi. Są osoby, które za nic nie przejdą pod drabiną ani pomiędzy słupkami drogowskazów i tablic, bo, jak twierdzą, przynosi to pecha. Wierzą one także, że czarne koty zsyłają nieszczęście. Takie i podobne przykłady można przytaczać bez końca, bo u źródła naszej przesądności leży odwieczne pragnienie człowieka, by odgadywać przyszłość, czyli znaleźć patent na szczęście.

Zabobon polega m.in. na uleganiu przesądom i wróżbiarstwu, przywiązywaniu znaczenia do talizmanów i innych „cudownych” bibelotów. Wiele osób traktuje tego typu praktyki z przymrużeniem oka. Są jednak i tacy, którzy, przekonani o konieczności przestrzegania ich w celu uniknięcia nieszczęścia, bezmyślnie je stosują.

Część osób wierzy, że szczęście przynosi kominiarz, inni natomiast upatrują go w czterolistnej koniczynie. Polacy boją się konsekwencji rozbicia lustra oraz witania się przez próg. Niektórzy przyznają także, że pecha przynosi ślub w maju. Jak wynika z badań statystycznych, dla ponad połowy rodaków przesądy są sprawą poważną, wręcz determinującą ich codzienne zachowania. W konsekwencji okazuje się bowiem, że nasi rodacy mają gotowy zestaw przedmiotów i sytuacji, którym przypisują magiczne znaczenie.

Jednym z przesądów warunkujących powszednie działania jest dobrze znana „pechowa trzynastka”. Nadajemy jej szczególnie negatywną moc, jeśli trzynasty dzień miesiąca przypada dodatkowo w piątek. Niektórzy, by zmniejszyć ryzyko nieszczęścia i niepowodzenia, w tym dniu nie podejmują żadnych ważnych decyzji, a ekstremiści nie wychodzą nawet z domu! Takie przykłady można mnożyć. Zaś najpopularniejszym z przesądów, typowym dla polskiej mentalności, jest zakaz wychodzenia na spacer z noworodkiem, dopóki nie zostanie on ochrzczony.

Mogłoby się wydawać, że zabobony to już przeszłość. Tymczasem wielu z nas wcale nie jest wolnych od magicznych praktyk. Przesądy stosujemy przy każdej okazji i nie zauważamy momentu, w którym gusła zaczynają w sposób niekontrolowany kierować naszym życiem.

Oprócz powszechnie znanych „czarnych kotów” czy „piątków trzynastego” pojawiają się całkowicie nowe przesądy. W internecie krążą tzw. łańcuszki szczęścia (najczęściej z prośbą o spełnienie marzeń), które, po otrzymaniu, należy przesłać do określonej liczby osób; w przeciwnym razie spotka nas niepowodzenie.

Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie wiąże zabobon z bałwochwalstwem. Ale zabobon może również dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, np., gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom religijnym. Popaść w zabobon oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.

Człowiek z natury powtarza to, co zakorzenili w nim przodkowie. Kłania się tu prawo psychologiczne, które mówi, że pierwsze doświadczenie człowieka, obojętnie, w jakiej kwestii, jest bardzo mocne. I tak np. jeśli matka czy babcia lała wosk nad dzieckiem, bo było słabe i często chorowało, to pierwsze doświadczenie: wizualne i emocjonalne, zapisuje się w systemie wewnętrznym człowieka i później, przy podobnych sytuacjach, będzie on do tego doświadczenia wracał.

Wiara w zabobony i przesądy wyrasta z tego, że mamy dwoje oczu, a jedne usta i potrzebujemy dwa razy więcej widzieć, niż mówić. W związku z tym wydaje się nam, że wszystkie gesty, jakie wykonujemy, tajemnicze i magiczne, mają szczególną moc i bronią przed nieszczęściami tego świata. Niestety, to tylko swoiste zredukowanie człowieka do roli np. zwierzęcia, w momencie, gdy pozwalamy, by „czarny kot” miał nad nami władzę.

Bardzo ważne jest, by każdy człowiek znaczył coś dla drugiego. Natomiast, gdy ignorujemy drugą osobę, oddalamy się od niej, choćby w rodzinie, wtedy szukamy kontaktu w magicznych rytuałach, znakach i symbolach. Dlatego każdego dnia musimy dbać o relacje z Bogiem i drugim człowiekiem.

Źródło: https://michalici.pl/artykul/zagrozenia-duchowe-7-medycyna-okultystyczna

Kolejnym zagrożeniem duchowym, któremu chcemy się przyjrzeć, jest medycyna okultystyczna, zwana również niekonwencjonalną. Wielu wydaje majątek, udając się na seanse do leczących cudowną energią, na którą muszą się otworzyć, by otrzymać uzdrowienie. W Polsce jest ponad 50 tysięcy zarejestrowanych gabinetów medycyny niekonwencjonalnej.

Tu i ówdzie reklamują się bioterapeuci leczący mocą rąk. Wystarczy wspomnieć pana Harrisa, który kazał wynosić Najświętszy Sakrament z kościoła, kiedy leczył, a kiedy proponowano mu chrzest, odmówił, mówiąc, że może stracić swoje moce. Przed podejmowaną aktywnością modlił się…, ale do kogo? Kiedy w pewnym mieście podczas seansów w budynku obok modliła się za niego grupa Odnowy w Duchu Świętym, okazało się, że w tym dniu pan Harris po paru osobach przestał przyjmować. Ile razy słyszy się o osobach wyrzucanych z seansów, bo mają na szyi Cudowny Medalik!

Popularnością cieszy się również radiestezja, wedle której wpływ na życie człowieka, na jego nastrój, bezsenność i choroby mają podziemne żyły wodne i układy złóż mineralnych, tzw. strefy geopatyczne. Pomocą są tu różdżki i wahadełka, pomagające wykryć szkodliwe promieniowanie pewnych obszarów, a nawet zlokalizować miejsca katastrof lub pobyt zaginionych osób.

Jednak nauka już dawno zanegowała istnienie tzw. żył wodnych i udowodniła, że nie ma żadnego wodnego promieniowania. Jakie więc siły stoją za tymi praktykami? Czy jest jakiś święty, który leczył jakąś niezidentyfikowaną energią i jeszcze brał za to pieniądze? Jeśli uzdrawiali, to zawsze mocą Chrystusa!

Podobnym zjawiskiem jest bioenergoterapia. Jest to leczenie poprzez przekazywanie choremu własnej tzw. dobrej energii biologicznej. Dzieje się to poprzez zbliżenie lub dotknięcie ręką czy też wypicie wody naenergetyzowanej przez bioterapeutę.

Nie brak również takich, którzy po specjalnych kursach leczą kolorami, dźwiękiem czy zapachami, będącymi rzekomo przekaźnikami energii kosmicznej. Tu modna staje się metoda leczenia reiki, która rzekomo dysponuje mocą Buddy i Chrystusa.

W samej Polsce co roku 5 tysięcy osób umiera, bo zaufało medycynie niekonwencjonalnej. Tak podaje Centrum Onkologii w Krakowie. Według egzorcystów, jeśli nawet następują uzdrowienia, są one tylko pozorne, z natury demoniczne, a objawy choroby przenoszą się na inne części ciała.

Osoby korzystające z radiestezji i bioenergoterapii są podatne, bądź przeżywają, stany depresyjne, skarżą się na poczucie zupełnej pustki i opuszczenia, obserwuje się u nich szybkie zmiany wyrazu twarzy, niejednokrotnie przyjmują na siebie cierpienia innych lub deklarują, że dźwigają nieswoje brzemię, bywają też podmiotami ataków demonicznych. Może nastąpić uzdrowienie fizyczne, ale często bywa ono pozorne i tymczasowe, zaś duchowość tych ludzi umiera.

Warto dodać, że w 1964 r. ustanowiono nagrodę – 10 tysięcy dolarów – dla osoby, która w warunkach laboratoryjnych udowodni swe nadnaturalne zdolności. Mimo setek prób nikt tej nagrody jeszcze nie zdobył.

Najpierw sięgniemy do fragmentu książki św. Jana Pawła II Przekroczyć próg nadziei. Ojciec święty pisze: „Wypada (…) przestrzec chrześcijan, którzy z entuzjazmem otwierają się na rozmaite propozycje pochodzące z tradycji religijnych Dalekiego Wschodu, a dotyczące na przykład technik i metod medytacji oraz ascezy. W pewnych środowiskach stało się to wręcz rodzajem mody, którą przejmuje się bezkrytycznie. Trzeba, ażeby najpierw dobrze poznali własne duchowe dziedzictwo, żeby także zastanowili się, czy mogą się tego dziedzictwa ze spokojem sumienia wyrzekać”.

Te słowa św. Jana Pawła II są dzisiaj szczególnie aktualne. Obecnie jedną z popularnych form „relaksu” są różnorodne zajęcia z jogi. Nie ograniczają się one już tylko do coraz częściej powstających szkół jogi, ale również wkraczają w przestrzeń publiczną – jogę ćwiczy się w parkach, wykorzystuje się ją na zajęciach szkolnych, w poradniach dla kobiet w ciąży, w klubach seniora.

Ktoś może powiedzieć, że to tylko dla zdrowia, że to tylko ćwiczenia, że Kościół się „czepia”.

Otóż nawet buddyjscy mistrzowie jogi potwierdzają, że same ćwiczenia już otwierają na świat duchowy i są etapem wtajemniczenia! Śmieją się z Europejczyków, którzy próbują jogę oddzielić od jej duchowości.

Często nawet praktykujący katolicy dają się ponieść fali tej rzekomo dobroczynnej siły jogi, twierdząc, że przecież dla nich to tylko relaksujące ćwiczenia fizyczne i nie wiążą ich z określoną filozofią. Czy rzeczywiście jest to możliwe?

Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w Katechizmie Kościoła katolickiego, który podkreśla: „Błędna jest ocena moralności czynów ludzkich, biorąc pod uwagę tylko intencję, która je inspiruje” (KKK 1756); potwierdzenie tego znajdziemy również w słowach św. Pawła: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22).

Wielu badaczy kultur wschodnich wyraźnie zaznacza, że joga z założenia zanurzona jest w świecie duchów a poszczególne pozycje jogiczne poświęcone są różnym bożkom. Gesty i ćwiczenia w jodze nie mogą być więc neutralne duchowo. Prowadzi to do tego, że ćwicząc ją, choć nie zawsze świadomie, otwieramy się na działanie złych duchów i zostajemy wciągnięci w swoisty rodzaj bałwochwalstwa (zob. Wj 23, 24).

 

Źródło: https://yuweg.pl/ying-yang-feng-shui-zagrozenia-duchowe/

Ying-Yang (z chińskiego: wiatr-woda) – sztuka aranżowania wytworów oraz środowiska człowieka oparta na wierze, iż odpowiedni układ rozplanowania przestrzennego, może oddziaływać na los i powodzenie człowieka. Wywodzi się z tradycji wierzeń Chin, Japonii i Tybetu (jej początki sięgają V w.p.n.e.), gdzie pierwotnie miała związek z kultem przodków. Znalezienie odpowiedniego miejsca dla ich pochówku, miało zapewnić duchom zmarłych dobre powietrze (feng) i dobrą wodę (shui).

Feng shui

Feng shui jest częścią nauki taoistycznej, w której równowaga energetyczna stanowi podstawę harmonii świata. Aby ją osiągnąć, konieczny jest prawidłowy przepływ kosmicznej energii chi (znanej także jako ki, lub qi), która jest rozumiana jako uniwersalna siła życia, z której wszystko wypływa i która wszystko podtrzymuje. W sztuce feng shui chodzi o takie zharmonizowanie otoczenia człowieka, aby było ono zgodne z naturalnym porządkiem wszechświata, dzięki czemu zostanie zapewniony prawidłowy przepływ tejże energii.

Feng shui odnosi się zatem głównie do życiowego otoczenia człowieka: jego domu, mieszkania, ogrodu. Proponuje rozmaite reguły architektoniczne i aranżacyjne, które będą równoważyły przepływ boskiej energii chi. Często używa się dodatkowo wahadełka lub różdżki aby wykluczyć istnienie negatywnych sfer (tzw. “geopatogennych”). Miejsca mają bowiem rzekomą zdolność zapamiętywania wydarzeń, które w nich się rozgrywały. Stąd proponuje się oczyszczanie terenów z “negatywnych energii”, które powstały, jako konsekwencja przeszłych wydarzeń. W założeniach feng shui unika się spiczastych kształtów oraz przedmiotów w kształcie krzyża.

Dzwonki feng shui

Ochronę przed niepowodzeniem mają zapewniać rozpowszechnione w sprzedaży specjalne dzwonki (dzwony rurowe, dzwonki wietrzne), które wiesza się nad drzwiami wejściowymi. Mają one odstraszać złe duchy. Jeden ze sklepów ezoterycznych, tak opisuje oferowany produkt:

Dzwonki stosuje się w Feng-Shui na wiele sposobów. Z jednej strony służą one do wstrzymywania strumieni energii lub do ich sterowania, a z drugiej zaś strony do sygnalizowania, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Dzwonki działają nawet wtedy, gdy nie porusza ich wiatr. Dzieje się tak dzięki oddziaływaniu symboli.

Do innych przedmiotów wspomagających przepływ energii należą także zwierciadła (ba-gua), kryształy i inne.

Praktyka feng shui i żyły wodne

Części osób wystarczają informacje książkowe dotyczące zasad rozmieszczenia pomieszczeń oraz usytuowania mebli. Część osób korzysta z pomocy doradców feng shui (tzw. geomantów), którzy za odpowiednią opłatą wskażą właściwe rozwiązania urządzenia domu, aby nie popaść w konflikt z duchami przyrody. Miejscem ich szczególnego oddziaływania są tzw. “żyły wodne” – wykluczone przez geologię i fizykę rzekome szczeliny, mające szerokość 20 do 40 cm, większe do 60 cm; płynące kilka metrów pod powierzchnią ziemi na różnych poziomach, często się krzyżując. Geomanci doradzają zatem gdzie budować, aby nie narazić się na konflikt, który przyniesie nieszczęście całej rodzinie.

Przesąd goni przesąd

Z pozoru bardzo zaawansowana wiedza okazuje się fiaskiem, gdyż tak naprawdę bazuje tylko i wyłącznie na wierze. Zapewnienie szczęścia i obietnica powodzenia finansowego pod wpływem odpowiedniego ustawienia i umeblowania mieszkania jest absurdem. Feng shui jest zatem nie tylko sztuką, ale całą ideologią, związaną z konkretnym światopoglądem. Problemy, choroby, niepowodzenia życia mają być tu związane z niewłaściwym przepływem niemierzalnej, bliżej nieokreślonej i nieznanej nauce energii. Zasady feng shui skłaniają więc do umieszczania dodatkowych zwierciadeł, dzwonków czy luster mających odpowiednio nakierować ową energię na właściwy tor, zamiast skupiać się na prawdziwych przyczynach pojawiających się problemów.

Zagrożenie duchowe w związku z feng shui

Uprawianie feng shui niesie za sobą spore konsekwencje duchowe. Jest bowiem przyjmowaniem i działaniem opartym na ezoterycznym obrazie świata. Zgodnie z nim wszystko sprowadzane jest do prawidłowego lub zakłóconego przepływu energii, która jest utożsamiana z boską mocą. Posiada atrybuty samego Boga, choć jest jego bezosobową karykaturą. Mamy tu do czynienia z grzechem idolatrii. Natomiast wiara w przesądy i ich stosowanie jest myśleniem magicznym, które jest sprzeczne z duchowością chrześcijańską. Dodatkowym aspektem jest fakt przypisywania przez feng shui negatywnego znaczenia symbolice chrześcijańskiej, co tylko potwierdza związek wspomnianej praktyki z ideologią New Age.

(na podstawie książki Gabriela Amortha „Wyznania Egzorcysty”, publikacja ze strony: http://lublin.republika.pl/egzorcysta10.html)

1Rozdział ten nie jest moim dziełemale wyznaniem człowieka dotkniętego przez złego ducha, napisanym z rzadko spotykaną przejrzystością. Nawet najbardziej wprawny egzorcysta ma zawsze trudności ze zrozumieniem tego, czego doświadczają osoby owładnięte obsesją. Głównym celem G.G.M. jest próba wyrażenia stanów trudnych do opisania, aby pomóc tym, którzy zostali dotknięci podobnym nieszczęściem.

Wszystko zaczęło się, gdy skończyłem 16 lat. Przedtem byłem chłopcem szczęśliwym, swobodnym i raczej wesołym, chociaż wszędzie coś mi szeptało: “My robimy to, a ty?”; “My idziemy tam, a ty?” Nie znałem przyczyny tego zjawiska, ale wówczas nie zwracałem na to uwagi. Mieszkałem w miasteczku nadmorskim. Morze, piękny wschód słońca i rozległe pola pomagały mi w opieraniu się melancholii. Po skończeniu 16 lat przeniosłem się do Rzymuprzestałem chodzić do kościoła i zacząłem korzystać ze wszystkiegoco w dużym mieście pociąga obcego przybysza, to znaczy z takich możliwości, które w małym miasteczku nie są znane. Bardzo szybko poznałem narkomanówwłóczęgówzłodzieidziewczyny lekkich obyczajów. Zacząłem z tego wszystkiego korzystać. (str.107) …

Straciłem wewnętrzny spokójktóry miałem wcześniej. Zacząłem żyć w nowym wymiarze tak bardzo sztucznym, upadłym i budzącym obrzydzenie. Mój ojciec był bardzo surowy i wymagający, kontrolował każdy mój krok i zawsze był ze mnie niezadowolony. Na skutek przykrości ze strony ojca i szeregu upokorzeń, jakich od niego doznałem, znalazłem się na ulicy. Opuściłem dompoznałemco to jest głódzimnobrak snu i podłośćOdwiedzałem kobiety lekkich obyczajów i trudnych do zniesienia przyjaciół. Szybko zrodziły się we mnie pytania bez odpowiedzi: “Po co żyję? Dlaczego znajduję się na ulicy? Dlaczego jestem taki, skoro inni mają siłę, by pracować i uśmiechać się?” W tym czasie chodziłem z pewną dziewczyną, która uważała, że zło jest mocniejsze od dobra. Opowiadała o czarownicach, czarownikach i wypisywała rzeczy przyprawiające o zawrót głowy. Sądziłem, że jest bardzo mądra, ponieważ posiadanie takich poglądów na świat i życie przekraczało możliwości przeciętnego człowieka. Przeczytałem wszystkie jej notatki, a potem kazałem jej spalić je w mojej obecności, ponieważ mówiły tylko o złu i trzymanie tych kartek w domu napawało mnie lękiem.

Dziewczyna znienawidziła mnie, bez powodu. Starałem się jej pomóc wyjść z ciemnego zaułka, ale mi się nie udawało, naśmiewała się ze mnie i z dobra, jakie jej podsuwałem. Wróciłem do domu rodziców, ale poznałem dziewczynę jeszcze gorszą od poprzedniej. Prawie przez rok byłem przygnębiony, nieszczęśliwy i lekceważony przez znane mi osoby. Otoczyła mnie pewnego rodzaju ciemność, uśmiech zniknął z mojej twarzy, a coraz częściej zaczęły po niej spływać łzy. Byłem całkowicie zrozpaczony i pytałem siebie: “Po co żyjęKim jestemPo co istnieję(str.108)…

Oczywiście w moim środowisku nikogo to wszystko nie obchodziło. W chwilach głębokiego smutku wołałem słabym głosem: “Boże mój jestem skończony! Oto staję przed Tobą… Dopomóż mi!” Wydaje mi się, że zostałem wysłuchany. Po kilku dniach dziewczyna, z którą chodziłem, poszła do kościoła, przystąpiła do spowiedzi i Komunii świętej i zmieniła swoje życie. Ja, by nie uchodzić za gorszego, uczyniłem to samo. Trafiłem do pewnego kościoław którym niesiona w procesji figurkę Matki Bożej z Lourdes. Poproszono mnie, bym pomógł nieść figurę i chociaż się wstydziłem, podszedłem i byłem z tego dumny. Pojednałem się z Bogiem. Nawiasem mówiąc, zadziwił mnie spowiednik, który okazał mi tyle dobroci i wyrozumiałości. Wyszedłem stamtąd, mówiąc sobie: “Uczyniłem to, wróciłem do dobra!”.

I chociaż nie wiedziałem dokładnie, co to jest dobro, czułem, że tak jest. Po kilku tygodniach dowiedziałem się o Medjugoriegdzie Matka Boża objawiała się od 1981 roku. Szybko udałem się tam z moją dziewczyną:, nakłaniany przez cudowne zjawisko, którego nie potrafię opisać. Wróciliśmy do Kościoła, odmieniliśmy nasze życie do tego stopnia, że ona została siostrą zakonną, a ja pomyślałem a kapłaństwie. Nie potrafiłem już powstrzymać radości z tego, że miałem powód do życia i że życie nie kończy się tutaj. Ale to był dopiero początek. Był, bowiem “ktoś”, kto nie był zadowolony z tego wszystkiego. Pa paru latach znowu udałem się do Medjugorie. Po powrocie do Rzymu zacząłem odczuwać nawrót tamte ciemnościktóra spowijała moją duszę przed odnalezieniem Boga. W ciągu kilku tygodni powróciło wrażenie, które łączyłem z religijnymi trudnościami, z ojcem, z nędznym położeniem, (str.109) …

… w jakim się znajdowałem, i z udręką, którą uważałem za coś powszechnego, nie wiedząc, że inni tego nie przeżywali. Wrażenie to, jak wspomniałem, stało się rzeczywistością. Zacząłem cierpieć, jak nigdy dotąd. Pociłem się, miałem gorączkę i opadłem z sił tak, że nie mogłem nawet jeść, lecz musiano mnie karmić. Miałem świadomośćże moje cierpienie nie dotyczy ciałagdyż ono jakby nie uczestniczyło w tym utrapieniu. Wpadałem w wielką rozpacz i dostrzegałem tylko głęboką ciemność, która nie zasłaniała mi pokoju, w którym przebywałem, ani łóżka, na którym już od miesięcy leżałem, ale moją przyszłość, możliwości życia, nadzieję jutra. Czułem się, jakby ugodzony niewidzialnym nożem i miałem wrażenie, że ten, kto wbił mi ten nóż, nienawidzi mnie i bardzo pragnie mojej śmierci. Trudno to wyrazić słowami, ale tak było. Po kilku miesiącach wyglądałem jak szaleniec i nie byłem zdolny rozsądnie myśleć. Chciano mnie oddać do zakładu psychiatrycznego. Już nie rozumiałem tego, co mówiłem, ponieważ żyłem w innym wymiarze – w wymiarze cierpienia. Rzeczywistość jakby się oderwała ode mnie. Byłem obecny tylko ciałema dusza znajdowała się zupełnie gdzie indziejw strasznym miejscudokąd nie przenika światło i gdzie nie ma żadnej nadzieiW takim staniemiędzy życiem a śmierciątrwałem wiele miesięcy i nie wiedziałemco z tym począć. Straciłem przyjaciół, krewnych i zrozumienie ze strony domowników. Byłem poza normalnym światem, a oni wcale mnie nie rozumieli, ja zaś nie mogłem domagać się zrozumienia, wiedząc, co dzieje się w moim wnętrzu i czego nigdy bym nie potrafił opisać. Zapomniałem prawie zupełnie o Bogu, a jeśli zwracałem się do Niego ze łzami i niekończącymi się jękami, wyczuwałem, że jest On bardzo oddalony ode mnie. A było to oddalenie, którego (str110) …

…się nie mierzy w kilometrach, ale w zaprzeczeniu, to znaczy, że coś we mnie zaprzeczało istnieniu Boga, dobra, życia i mnie samego. Poprosiłem, aby mnie skierowano do szpitala, ponieważ sądziłem, że gorączka, którą miałem od miesięcy, musi mieć jakąś fizyczną przyczynę, i gdyby ją obniżono, lepiej bym się poczuł. Zresztą musiałem coś zrobić. Żaden szpital w Rzymie nie chciał mnie przyjąćbo miałem tylko gorączkę. Musiałem jechać 300 kilometrów do pewnej miejscowości, gdzie przebywałem przez dwadzieścia dni, poddawany różnego rodzaju badaniom. Wyszedłem ze szpitala, gdyż nie stwierdzono żadnych dolegliwości, z kartą choroby, która mogłaby wzbudzić zazdrość u niejednego atlety. Byłem zdrów jak ryba, ale uczyniona na marginesie uwaga mówiła, że w żaden sposób nie można wyjaśnić przyczyny gorączki oraz obrzęku twarzy i jej bladego wyglądu. Byłem blady jak kartka papieru. Gdy opuściłem szpital, gdzie wszystkie moje bóle trochę się zmniejszyły i jakby znikły, choroba nasiliła się. Często wymiotowałem i bardzo cierpiałem. Pewnego dnia trafiłem do nieznanych części miasta. Jak do tego doszło, tego nie wiem; nogi szły same, ramiona poruszały się niezależnie od woli i podobnie działo się z całą resztą ciała. Było to straszne uczucie; rozkazywałem członkom, które wcale nie chciały mnie słuchać. Nie życzę nikomuby czegoś podobnego doświadczyłNa domiar złegopowróciła ciemnośćktóra tym razem oprócz duszy objęła także ciało. Wszystko widziałem tak, jak w nocy, chociaż był jasny dzien. Moje cierpienie doszło do szczytu, zacząłem krzyczeć, wić się po ziemi i wzywać Matkę Bożą, wołając: “Mamo, Mamo, ulituj się… Matko, błagam Cię! Matko moja, bądź łaskawa dla mnie umierającego! ” Bóle nie ustępowały, a cierpienie było tak dokuczliwe, że straciłem poczucie orientacji i trzymając się ścian, doszedłem do kabiny telefonicznej. Udało mi się wykręcić numer telefonu, uderzając głową o szyby i aparat. Odpowiedziała mi znajoma osoba, która miała przybyć, aby mnie zawieźć do Rzymu. Zanim to nastąpiłoujrzałem piekłonie przebywałem w nima tylko ujrzałem je z dalekaDoświadczenie to zmieniło moje życie bardziej niż nawrócenie w Medjugorie. Dotychczas nie myślałem o rzeczywistości pozaziemskiej, a wszystko tłumaczyłem sobie przyczynami psychologicznymi: nieprzystosowaniem do życia, trudnościami z ojcem, urazami doznanymi w dzieciństwie, wstrząsami uczuciowymi i różnymi innymi sprawami, które dobrze wyjaśniały przyczynę wszystkiego, co mi się przydarzyło. Jako samouk przez pięć lat studiowałem psychologię i dzięki temu udało mi się poprawnie skonstruować schemat, który wyjaśnił, dlaczego tyle razy cierpiałem. W dzień Matki Boskiej Dobrej Rady, jestem o tym przeświadczony, gdyż Ją błagałem o pomoc, pewien brat zakonny poradził mi, abym zatelefonował do pewnego charyzmatyka, który działał pod ścisłym nadzorem biskupa i odznaczał się darem wiedzy.

Ten powiedział mi: “Rzucono na ciebie śmiertelny urokby porazić twój umysł i serceosiem miesięcy temu zjadłeś zaczarowany owoc“. Wybuchnąłem śmiechem, nie wierząc ani jednemu mu słowu, ale potem po namyśle, poczułem, jak ponownie rozpala się nadzieja. Zapomniałem o tym wrażeniu pomyślałem o wspaniałym owocu i o czasie sprzed ośmiu miesięcy. “To prawda, że właśnie wtedy, zjadłem taki owoc”. Przypomniałem sobie również, że nie chciałem go jeść, powodowany mimowolną odrazą do osoby, która mi go podała. Wszystko się zgadzało. Wtedy usłyszałem (str112) …

2…także radę dotyczącą sposobu wyjścia z tego stanu – przyjąć błogosławieństwa. Poszukiwałem egzorcysty i po wielu dziwnych uśmieszkach kapłanów i biskupów oraz upokorzeniachjakich od nich doznałemtrafiłem do ks. Amortha. Doskonale pamiętam ten dzień. Nie wiedziałem, co znaczy szczególne błogosławieństwo: myślałem o znaku krzyża, jaki kapłan czyni na zakończenie Mszy świętej. Usiadłem, on zaś położył stułę na moje ramiona, a rękę na głowę i zaczął odmawiać modlitwy po łacinie, więc nic nie rozumiałem. Po chwili jakby orzeźwiająca, wprost mrożąca, rosa zeszła mi z głowy na resztę ciała. Po raz pierwszy od roku ustępowała gorączka. Nie mówiłem nic, on dalej spełniał swoje czynności, a we mnie bardzo powoli zaczęła odżywać nadzieja, światło dzienne ponownie stawało się światłem, śpiew ptaków już nie był podobny do krakania kruków, zewnętrzne hałasy nie były już obsesyjne, a stawały się zwykłymi hałasami; nosiłem nawet w uszach zatyczki, ponieważ drażnił mnie nawet najmniejszy szmer. Ksiądz Amorth kazał mi iść do domu. Po wyjściu, miałem ochotę śmiać sięśpiewaćskakać z radości. Jak dobrze, powiedziałem sobie, że to się skończyło!. Prawdą było to wszystko, czego doświadczyłem: nie było to szaleństwo, lecz złośliwość ze strony “kogoś”, kto mnie nienawidził i chciał mi wyrządzić zło. To jest prawda, powtarzałem sobie w samochodzie, to wszystko jest prawda. Obecnie mijają już trzy lata i powoli, po otrzymaniu paru błogosławieństw, stałem się normalny. Odkryłem teżże szczęście pochodzi od Boga i nie osiągniemy go dzięki własnym zabiegom. Zło, niepowodzenie, smutek, niepokój, drżenie nóg, porażenie nerwów, wyczerpanie nerwowe, bezsenność, lęk przed schizofrenią lub padaczką (miałem rzeczywiście (str113)

…parę upadków) i wiele innych chorób, których stałem się ofiarą – to wszystko zniknęło na dźwięk zwykłego błogosławieństwa. Upływają już trzy lataod chwiligdy otrzymałem dowody potwierdzające istnienie i działanie złego duchaktóry czyni wszystkoby nie dać się odkryćaż do przekonania nasże jesteśmy chorzygdy tymczasem to on jest sprawcą wszelkiego zła. Lęka się jednak kapłana z kropidłem w ręku. Chciałem opisać to doświadczenie, aby zachęcić wszystkich, którzy będą je czytać do zastanowienia się nad własnym życiem. Teraz mogę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy, iż Bóg dopuścił to wszystko, co mnie spotkało, ponieważ zaczynam cieszyć się owocami tak wielkiego cierpienia. Moja dusza jest czystsza i dostrzegam to, czego przedtem nie widziałem. Ponadto jestem mniej sceptyczny i bardziej wrażliwy na rzeczywistość, która mnie otacza. Sądziłem, że Bóg mnie opuścił, a On przygotowywał mnie na spotkanie ze sobą.

Przez opisanie moich przeżyć pragnę zachęcić wszystkie te osobyktóre są chore takjak ja byłem choryaby nie upadały na duchuponieważ jeśli nawet wydaje się im oczywisteże Bóg opuścił je i porzuciłto nie należy wierzyć w tą oczywistość i odrzucić takie przeświadczenie. Muszę ponadto dokonać pewnego uściślenia, a mianowicie, że skutek błogosławieństw nie zależy od woli egzorcysty lub egzorcyzmowanego, ale przede wszystkim od woli Boga. Moje doświadczenie przekonuje mnieże uzdrowienie jest następstwem nawrócenia się i podjęcia decyzji o odmianie swojego życiaa nie tylko rezultatem przeprowadzenia egzorcyzmów.

Spowiedź i Komunia święta są największym egzorcyzmem. Dzięki dobrze odbytym spowiedziom doświadczyłem natychmiastowego uwolnienia od wspomnianych wyżej męczarni. (str114)

Wcześniejkiedy chodziłem do spowiedzi i przystępowałem do Komunii świętejnie mogłem zrozumiećod czego jestem uwalniany. Teraz wiem i zachęcam, zwłaszcza obojętnych, aby uwierzyli, że Bóg jest prawdziwie obecny w sakramencie spowiedzi i w Świętej Hostii, którą często przyjmujemy z wielkim roztargnieniem.

Ponadto zachęcam wątpiącychaby mocno wierzyli. Na zakończenie zwracam się z zachętą do wszystkich nieszczęśliwych, do opętanych, do znienawidzonych przez szatana, który posługuje się ich znajomymi, aby ich dręczyć lub doprowadzić do śmierci. Nie traćcie wiarynie porzucajcie nadzieinie poddawajcie się namowom i ułudomktóre zły duch roztacza przed wamiOn nie pragnie naszego cierpienia, ale czegoś więcej – naszej duszy.

Koniec, zostałem pokonany – mówi człowiek, który się poddał – jestem igraszką w ręku zła,. Bóg nie jest zdolny mnie uwolnić. Bóg nie pamięta o swoich dzieciach, jeśli dopuszcza takie cierpienia. Bóg mnie nie kocha, zło jest potężniejsze od Niego. To jest prawdziwe zwycięstwo złego ducha, któremu powinniśmy się przeciwstawić.

Chciejmy chcieć wiary” – takiej woli zły duch nie może opanowaćgdyż wola należy do nas; nie należy ona ani do Boga, ani do złego ducha, ponieważ Bóg nam ją podarował, kiedy nas stwarzał. Powinniśmy zawsze mówić “nie” temu, kto chce ją osłabić oraz wyznawać za św. Pawłem, że na imię Jezusa Chrystusa zgina się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych (Flp 2,10). To jest nasze zbawienie. Musimy głęboko wierzyć, bo inaczej zło, które nam wyrządzono przez jakieś czary lub gusła, może nas dręczyć całymi latami.

Ponadto, wobec tych, którzy uważają siebie za szaleńców i nie widzą ratunku, mogę zaświadczyć, że po wielu błogosławieństwach – (str115)

zło znikajak gdyby nigdy go nie byłoPrzeto nie powinniśmy się go obawiaćale wielbić Boga za krzyżktóry nam zsyłaPo krzyżu zawsze przychodzi zmartwychwstanietak jak po nocy nastaje dzień. Bóg nie oszukuje, On nas sobie upodobał, abyśmy towarzyszyli Jezusowi w Getsemani, abyśmy uczestniczyli w Jego cierpieniu po to, aby razem z Nim zmartwychwstać.

Maryi Niepokalanej ofiarowuję to wyznanieaby uczyniła je owocnym dla dobra moich braci w cierpieniu. Odpłacam miłością, przebaczeniem, uśmiechem i błogosławieństwem tym wszystkim, którzy stali się narzędziem złego ducha, by mi przysporzyć męki, którą wycierpiałem. Modlę się, aby moje cierpienie pozwoliło im dostrzec światło, które otrzymałem, jako dar od Boga. G.G.M (str116)

Gabriel Amorth, ks. Egzorcysta, autorytet na skalę światową w tej arcy trudnej materii.

Ćwiczenie 1.

https://quizizz.com/join?gc=059096